Witaj na Stronie Głównej
Nadejdą lepsze czasy - Rozdział I
Pod pachą książka, w głowie kilka niedopracowanych scenariuszy. Nade mną sierpniowe słońce nagrzewa mury i ciała pochłoniętych własnymi sprawami przechodniów. Co jakiś czas przezornie spoglądam pod nogi na wybrzuszające się i zapadające chodnikowe płyty, podziwiając jak moje gołe, obute tylko w rozpadające się półtrampki stopy zgrabnie omijają piętrzące się uliczne przeszkody. Kłap, kłap, kłap, klapią gumowe podeszwy granatowych półtrampek, nieście mnie półtrampulki, prędko, jeszcze prędzej, niech co ma być się stanie, nic gorszego niż niepewność oczekiwania.
Nadejdą lepsze czasy - Rozdział II
„Od czternastego roku życia zajmuję się fotografią amatorską, ale wizjer mojej lustrzanki nigdy nie oglądał czegoś podobnego. Jesteśmy z Żorżem na dziedzińcu gigantycznej fabryki, jak z filmów grozy, ceglane obdrapane ściany hal, demoniczne schlapane olejem maszyny pokryte odłażącą zielonkawą farbą, metalowe wózki i przenośniki, wszędzie pełno blachy i drutów, w oddali dźwigi portowe i kadłuby budowanych statków. Wszystko jakieś surrealistyczne, zdecydowanie brak tu ducha humanizmu, jak tu można w ogóle pracować, skoro tu strach wejść. Tłum wąsaczy, długobrodych i wygolonych, prawie sami mężczyźni, wszyscy zaaferowani, w jakimś uniesieniu, stoją i wpatrują się gdzieś hen daleko.
Nadejdą lepsze czasy - Rozdział III
Patrzymy na ściany, zamiast na siebie, a nasze umysły słowa w obrazy zamieniają. Ta historia wciąga z siłą niemniejszą niż czerwone półsłodkie. Miecia wychyla do dna kieliszek i prosi o jeszcze. Stoimy podparci biodrami o parapet okna przestronnego mieszkania Ziemiaka (a raczej jego starych), kolegi ze studiów. Impreza właśnie zaczyna osiągać swoje apogeum, panowie luzują koszule, panie ciskają butami w kąt, wszyscy są już solidnie rozgrzani, całe zresztą szczęście - na dworze siarczysty mróz, trzeba uważać, żeby nie polepszyć komuchom statystyk zgonów przez zamarznięcie. Imprezowiczom udziela się nastrój, w jaki wprawia ich Hot Dog Led Zeppelinów, ach, to już nie spokojne podrygiwanie, to szał, nawet klan filozofów spędzających wszystkie imprezy w WC wyskakuje w podrygach à la John Mayall, nie ma już nieśmiałych, nie ma niedołęg drepcących pod ścianami, skaczą wszyscy, wymachują łapami, kucają, wstają, klęczą, panienki rzucają chustki, panowie odsłaniają torsy, muzyka gra, słodkie szaleństwo, balanga trwa.
Nadejdą lepsze czasy - Rozdział IV
Nasze kroki skrzypiały przyjemnie po zmarzniętym śniegu, kiedy szliśmy w kierunku znanym jedynie Mieci, to ona bowiem prowadziła mnie, na wpół bezwładnego, przez wyludnione, skrzące mizernym światłem latarń ulice. Ochoczo tuliłem się w mięciutkie futerko kołnierza jej brązowego kożuszka, spychając ją pod wpływem własnej bezwładności to na ścianę domu, to znów na jakiś zaparkowany samochód. A kiedy energicznymi ruchami ciała próbowała protestować, ja wpadałem w niekontrolowany chichot amatora, którego spotyka nagroda na miarę profesjonalisty.
Nadejdą lepsze czasy - Rozdział V
Nasza misja miała się ku końcowi. Po miesiącach wędrówki przez czarną bezkresną przestrzeń, kiedy nic z wyjątkiem odległych, białych kropek galaktyk nie było w stanie zmącić spokoju kosmicznej nocy, nareszcie pojawiła się iskierka nadziei. Dotarliśmy do jakiejś materii kosmicznej (już zapomnieliśmy, że coś takiego istnieje), układu złożonego z kilku, a może kilkunastu planet krążących wokół dwóch gwiazd. Czując, że jesteśmy uratowani, płaczemy ze szczęścia, padamy sobie w ramiona. Błękitna planeta zasłania już blisko trzy czwarte przedniej lukarny statku.
Więcej artykułów…
Strona 1 z 3

